piątek, 14 listopada 2014

2 |Święta!|

 Jak mnie wkurwiają święta...
Już w listopadzie pełno wystaw świątecznych, bombek, słodyczy z tymże motywem , Mikołaje, czapki, a nawet lampki choinkowe. Wchodzisz do sklepu i zamiast swoich myśli słyszysz Jingle Bells na całe centrum handlowe czy market, aż można dostać migreny. Sklepy potrafią zarobić na wszystkim - dowodem na to są choćby bezsensowne Walentynki. Święta byłyby ok, gdyby nie ta komercja na każdym kroku, przez nią stajemy się płytcy. Nawet tutaj przejmujemy wzorce ze Stanów. Niby ludzie pieniędzy nie mają, a potrafią wziąć kredyt, żeby kupować prezenty. Pewnie, że to cieszy, ale symbolicznie wręczany był DROBNY UPOMINEK, a nie futro za 30 tysięcy dla żony, 3 smartfony - koniecznie każdy w innym kolorze dla córki no i oczywiście aparat fotograficzny za dziesięć tysięcy złotych dla syna, który sprzeda go za pięć stów, bo nie ma na narkotyki.   uwielbia robić zdjęcia i chce zostać światowej klasy fotografem.
 A przecież nie o to chodzi w tym wszystkim. Powinniśmy wtedy spędzać czas wspólnie z rodziną zamiast popisywać się przed znajomymi, że "moja 5-letnia Asia dostała tableta" - wtf? Chwalisz się, że wydałeś tyle na prezent dla dziewczynki, która woli się bawić lalkami czy żalisz, że jesteś chujowym rodzicem?
Kto normalny kupuje tak małym dzieciom urządzenia elektroniczne i po co? Naprawdę trzeba mieć niedojebanie mózgowe. Dla dzieciaków zawsze najważniejsze były prezenty, ale wcale się nie dziwię. Tyle, że one cieszą się ze zwykłych klocków czy nowej lalki Barbie.

***

Mój młodszy brat dwa lata temu dostał chomiki. (swoją drogą to również głupota kupować zwierzęta jako prezent - kilka dni zabawy, a później się nudzi, bo przecież jest komputer.) Nie wiedział co "Mikołaj" mu przyniósł, dopóki nie rzuciłam przy kolacji tekstem:
"Jedz szybciej, bo prezent Ci zdechnie." 
Wtedy ledwo skończył jeść i rzucił się do "rozpakowywania prezentu" - fakt, była radość, szczęście, ale kurwa - nie kupuje się dzieciom tego, co chcą, bo to nie zawsze jest dobre.
 Wszyscy zapominają, że wtedy urodził się Jezus - w sumie On jest przy świętach najmniej istotny, tak wnioskuje z obserwacji zarówno swojej rodziny jak i innych. Prawdziwa idea została zapomniana.
Gdzie tradycje? Gdzie wspólne kolędy, modlitwy? Stawia ktoś jeszcze pusty talerz dla niezapowiedzianego gościa czy kładzie sianko pod obrus? To wszystko traci na znaczeniu.
Post, który niegdyś był przestrzegany, też jest już nieaktualny - ludzie nie utrzymują wstrzemięźliwości i jedzą mięso. Może to ze mną coś jest nie tak, ale jak bardzo uwielbiam mięso, tak nie mogę się złamać i zjeść go we wigilię, tak jestem nauczona. Dopiero po północy idę do lodówki i szamam prawdziwe jedzenie, a nie warzywka.

***

Nie lubię tej sztucznej atmosfery, dzielenia się opłatkiem (gdzie chwilę wcześniej padały groźby, a nagle miłość i pokój dla wszystkich). Robię to tylko dlatego, że muszę.
Wraz ze starszym bratem, gdy tylko ustaniemy naprzeciw siebie, wybuchamy śmiechem. Ani ja nie wiem czego mu życzyć, ani on mnie i wychodzi tak, że po prostu łamiemy się opłatkiem i idziemy dalej.
Ale to nie tak, że tylko krytykuję.
Przyznam szczerze, że magia świąt udziela mi się dopiero dzień czy dwa dni przed wigilią. Niektóre domy są pięknie ozdobione lampkami (choć nawet z tego można zrobić rywalizację...)  cudownie komponuje się to z białym śniegiem, który skrzypi pod nogami.

***
 
Bo święta bez śniegu to tak naprawdę nie święta. Żałuję, że nigdy nie miałam w domu prawdziwej choinki, takiej z lasu.
No i oczywiście Kevin! To chyba nigdy mi się nie znudzi. Znam na pamięć, a mimo to wciąż oglądam.
Zapomniałam o ukochanych uszkach - co jak co, ale naprawdę się cieszę, że jest coś co jem raz w roku. Dzięki temu nie traci na wartości i zawsze smakuje. Z niecierpliwością na nie czekam.
 Wszyscy wpadają w szał świątecznej gorączki, przeżywają, ale zanim się obrócimy, będzie po nich.
Ateiści nie mają takich problemów - po prostu dzięki katolikom mają długi weekend.
Ach, jeszcze coś! Do wszystkich debili, którzy mają się za ateistów - pamiętajcie, że nie możecie przyjmować prezentów, bo nie wierzycie!

***

Śmiać mi się chce. Miałam kiedyś sytuację, że dwie dziewczyny w klasie twierdziły, iż są ateistkami (pomijam fakt, że uczęszczały na lekcje religii), ale kiedy była wigilia klasowa, jedna drugą obdarowała prezentem. Nienawidzę hipokryzji i robienia czegoś na pokaz.
Zapytawszy:
 "Dlaczego przyjmujesz od niej prezent, skoro nie wierzysz? Nie powinnaś tego robić, to przecież święto chrześcijan."
 Usłyszałam w odpowiedzi: "Oj tam, dostałam płytę Dżemu, chcesz zobaczyć?"
Pozabijać.
 Tym optymistycznym akcentem kończę.
Trzymajcie się!


________________________________
http://ask.fm/maadzialenaaa
GG: 704308

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalena14 listopada 2014 04:12
      Jestem ateistką, a dawałam i będę dawać bliskim prezenty - bo mogę :) Robię to również bez okazji, ale jeśli jest jakieś święto - które ja traktuję po prostu jako święto rodzinne, nie religijne - i okazja pojawia się sama, to jasne, czemu nie. Choinkę również ubieram, bo lubię ten zwyczaj. Nie czuję się hipokrytką. Zresztą tradycja dawania prezentów z chrzescijaństwem jako takim nic wspolnego nie ma. Ot, taki przyjemny zwyczaj, stworzony przez ludzi dla ludzi - w Polsce narodził się dopiero w XIX wieku i długi czas był kultywowany tylko w bogatych domach mieszczańskich i szlacheckich. Tak samo jak data świąt, 25 grudnia, to data święta pogańskiego związanego z przesileniem zimowym. Termin wybrany dla wygody, żeby przejście z pogaństwa na chrześcijaństwo odbyło się bezboleśnie dla ludu przywiązanego do swoich zwyczajów ;) Dlatego też kultywowane są wciąż zwyczaje czysto pogańskie albo po prostu nie-chrześcijańskie, jak ubieranie choinki (zwyczaj z Niemiec, kiedyś to była jemioła albo snopek siana - rownie pogańsko i przesądnie). Przecież o tym nie ma mowy w Biblii. Ogólnie ciekawy wpis, bojowa z Ciebie dziewczyna :D
      EDIT: Tekst o chomiku mnie rozwalił XD

      Usuń
    2. Chodzi o to, że nastolatkowie coraz częściej są "ateistami" czy "agnostykami" tylko i wyłącznie na pokaz - takim nie daruje. A jeżeli ktoś jest ateistą i w jest w pełni świadomy znaczenia tego słowa, w porządku, nie mam nic do tego. Kiedyś znałam jednego ateistę, który nie przyjmował prezentów i sądziłam, że większość tak ma, mój błąd.

      Usuń
  2. "Jedz szybciej, bo prezent Ci zdechnie."
    Czekam na więcej, jesteś niemożliwa! Taką prawdę chce się czytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietnie zaczynasz bloga, podoba mi sie Twoj styl pisania jak rowniez Twoje zdanie na dany temat :)
    +tekst o chomikach - epickie!

    OdpowiedzUsuń